Znowu w lesie...
Zawsze jest tak samo, a zatem napisze o tym tylko raz. Jak jestem w Amsterdamie to tęsknie do lasu w Polsce, a jak jestem w lesie to marzy mi się Amsterdam. Ale.. jednego jestem pewna, nie jestem rozdarta i nie cierpię z tego powodu. Mam tylko problemy ze znalezieniem niektórych rzeczy, bo okazuje się, że one nie za każdym razem podróżują tak jak powinny.
Marek podróżuje do różnych miejsc i głównie wakacyjnie, a ja jeżdżę w kółko tą samą trasą: Amsterdam - leśniczówka - Amsterdam - leśniczówka. Nudy na pudy. Wiem, gdzie będą korki w Niemczech, gdzie przebudowują wiadukty, gdzie śmierdzi na obwodnicy koło Berlina, itp, itd. W jeden dzień pokonuje trasę około 1000 km i gdy docieram, niezależnie do którego z tych dwóch miejsc, całkowicie zmienia się świat, który mnie otacza.
W Amsterdamie mam więcej czasu dla siebie, a w leśniczówce dzielę swój czas z innymi. Ale nie teraz, gdy są jeszcze grzyby. Właśnie wróciliśmy z Amsterdamu i gdyby nie to, że dojechaliśmy już o zmroku od razu poszłabym do lasu. Szukanie grzybów znakomicie mnie odpręża, a las działa kojąco na moją psychikę... no chyba, że spotkam innych grzybiarzy. Mam jednak ten komfort, bo chodzę na grzyby bez typowego pośpiechu (im wcześniej tym więcej nazbieram) i o takiej porze, gdy w lesie już nie ma nikogo. Jadę sobie w ulubione miejsca, moim 'wypasionym' rowerem z papierową torbą (żeby nie szeleściła) i zawsze znajdę tyle, że radość mnie rozpiera. A dzisiaj moje grzybobranie było niesamowite, bo wpadłam na plantację podgrzybków. Wyglądało to tak, jakby ktoś zasiał w jednym miejscu grzyby. Bałam się stąpać, bo były wszędzie. Malutkie zostawiłam na później i pojadę tam za dwa dni. Wiadomo przecież, że kilka godzin w życiu grzyba czyni różnicę, w szczególności jeżeli chodzi o jego wzrost. Oczywiście zaznaczyłam sobie miejsce, tak żeby trafić w ten sam 'grzybodajny' punkt.
W okolicy grzybiarze mówią, a raczej narzekają, że grzyby już się kończą, bo okres mokrego chłodu przeszkodził w ich wzroście i na przykład prawdziwki prawie całkowicie zniknęły. Może na jakiś czas zniknęły, ale ponownie zaczynają się wychylać z mchu. I wyglądają bosko:)
Zrobiłam kilka zdjęć. Fotograf ze mnie taki sobie, szczególnie, że bez okularów nie za bardzo potrafię kadrować, ale robię na wyczucie. Zobaczycie co znalazłam i jakie poczyniłam obserwacje.
Na obiad przygotowałam dzisiaj pyszne danie z grzybów. Proste i tradycyjne. Podgrzybki, kurki i prawdziwki, z cebulą i zdrowotnym bulionem (mam na tym punkcie hopla), a uduszoną całość doprawiłam śmietaną od cioci Heli, która ma prawdziwą krowę. Nie dziwcie się, że piszę prawdziwą krowę, bo żeby teraz zobaczyć w naszej gminie krowę to trzeba się trochę najeździć.
Ach, pyszne to było, mówię Wam pyszne.












Pozostałe wpisy
» ... nie graj w toto… (2011-10-23, 15:22)
» Fryzjer (2011-08-17, 09:39)
» Warto zobaczyć w Amsterdamie (2011-06-19, 11:10)
» Botox (2011-04-07, 22:26)
» List do premiera Tuska (2011-03-16, 13:10)
» Good bye Bono (2011-03-02, 10:14)
» Stan normalny (2011-02-16, 17:07)
» Tam mieszkam... (2010-12-29, 10:25)
» FB (2010-11-24, 13:16)
» Wybory... (2010-11-09, 22:22)
» Harry Mulisch (2010-11-08, 13:32)
» Pusto wszędzie... (2010-10-01, 12:15)
» Nie mam już mamy... (2010-09-18, 01:28)
» Ale co to da... (2010-09-14, 12:07)
» The day after (2010-07-12, 16:18)
» Holandia - Hiszpania (2010-07-11, 23:10)
» Ośmiornica (2010-07-09, 21:15)
» Holandia - Urugwaj (2010-07-07, 18:22)
» Holandia - Brazylia (2010-07-02, 22:55)
» This is it (2010-06-14, 12:21)
