Podróż do Amsterdamu
Jazdę między naszym domem na Pomorzu Zachodnim, a Amsterdamem mamy opanowaną do perfekcji. Kiedyś, gdy trwały intensywne prace remontowe na niemieckich autostradach regularnie słuchaliśmy radia, aby zorientować się w sytuacji korków i na czas udać się na objazd. Nie ma dla mnie nic gorszego niż stanie w korku i czekanie. A zatem, od lat mapy są zawsze pod ręką i pełna gotowość do zjazdu, gdy tylko usłyszymy, że na naszej trasie jest 'Stau'. Nie mamy tak modnej teraz nawigacji komputerowej w samochodzie, za nawigatora robię ja. I robię to dobrze, co powinien potwierdzić mój kierowca, a raczej, jak się sam nazwał, kierownik (od kierownica). Tylko gdy się zgubimy na objeździe to lepiej nie być pasażerem w naszej wspólnocie. Nie, wcale nie chodzi tu o używanie brzydkich słów.
Po drodze zatrzymujemy się zawsze w tym samym 'Raststätte', przed Hanowerem. Nie ma znaczenia w którą stronę jedziemy. Gdy jedziemy do Polski to zjeżdżamy z autostrady i na moment wracamy, bo nasza ulubiona restauracja jest po stronie powrotu do Holandii. Może przestanie być naszą ulubioną, bo zmienił się tam cały personel i nie jest już tak, że na nasz widok kucharz uśmiechał się i zabierał za realizacje stałego zamówienia. Tak, jesteśmy po tym względem nudni. Zawsze jemy to samo.
Ja, wstyd się przyznać, wegetarianka, zamawiam sobie 'Bockwurst' z musztardą. Mój przyjaciel z Warszawy, odżywiający się według zasad Diamondów jest tym zgorszony, ale jem tę parówkę bez wyrzutów, bo jest ona wpisana w nasze podróżnicze zwyczaje. Poza tym, umówmy się, w takiej parówce nie ma mięsa.
Tutaj przypomina mi się scenka obyczajowa z lat 80. Mieszkałam wtedy w Łodzi i wracałam późnym wieczorem do domu. W tramwaju panował niezwykle senny nastrój, ale stojący pijaczek namierzył gościa z obwarzankiem papieru toaletowego, towaru jak na tamte czasy wybitne luksusowego. Podszedł do niego i powiedział grzecznie, ale na cały głos... 'wyraźnie widać, że szanowny pan pracuje w fabryce parówek. Znowu trochę papieru zostało. No, no, nic tylko pozazdrościć' :)
Mam nadzieje, że w 'Bockwurst' nie ma mięsa, ale też...
Do Amsterdamu zwykle dojeżdżamy późnym wieczorem... i już sam widok miasta z autostrady A1 napawa mnie radością. Uwielbiam to miasto i zawsze się czuje w nim jak u siebie Niezależnie jak długo mnie tutaj nie było. Jest 'wioską' w porównaniu wielkimi stolicami Europy, ale ma tę niezwykłą atmosferę, jakiej do tej pory nigdzie nie spotkałam. Chociaż .... w Holandii Amsterdam nie ma takiej dobrej reputacji, ale o tym przy okazji.
Pozostałe wpisy
» The day after (2010-07-12, 16:18)
» Holandia - Hiszpania (2010-07-11, 23:10)
» Ośmiornica (2010-07-09, 21:15)
» Holandia - Urugwaj (2010-07-07, 18:22)
» Holandia - Brazylia (2010-07-02, 22:55)
» This is it (2010-06-14, 12:21)
» czytać, nie czytać (2010-03-31, 16:45)
» Nowy Rok... (2010-01-03, 18:10)
» Ludzie listy piszą... (2009-12-10, 22:45)
» Obserwacje zza kierownicy (2009-11-12, 19:10)
» A co tak tu cicho... (2009-10-07, 18:16)
» Jaka operacja (2009-08-30, 09:28)
» Latająca Holenderka (2009-08-02, 21:43)
» Goede Morgen! (2009-07-03, 22:05)
» Australia w Amsterdamie (2009-07-02, 21:26)
» A może by tak nad morze (2009-06-17, 19:54)
» \'prosimy o częstsze wpisy\' (2009-06-15, 09:48)
» Dzień flagi (2009-05-02, 21:22)
» Kryzys (2009-04-07, 08:54)
» Urodziny Marka (2009-03-23, 21:11)
